Innuendo 39

Dlaczego koniecznie nie możesz mieć racji tylko dlatego, że kilka milionów ludzi sądzi, że jej nie masz?

Archiwum kategorii ‘4. Muzyka’

Wpisy traktujące o szerokopojetym przemyśle muzycznym.

Apple iPhone 3G / Recenzja, Opis…

Opublikował/a Arhon w dniu maj 5, 2009

Z  przyczyn natury czysto technicznej, jestem niestety zmuszony zmienić plan recenzji. Wcześniej zapowiadałem jeszcze trzy kolejne wpisy traktujące szeroko o różnych aspektach zabawki od Apple. Niestety jednak całą treść planowanych postów jestem zmuszony zmieścić w tym, jednym artykule, co za tym idzie również dosyć solidnie ograniczyć zawartość jak i dokładność. Ot takie życie…

—Wstęp do Artykułu tutaj—

appleJak to wygląda? – Czyli budowa iPhone:
Jabłuszkowy gigant z Krzemowej Doliny od wielu lat słynie za oryginalne oraz bardzo stylowe wykonanie swoich produktów. Co istotne, wykonanie to jest zazwyczaj również bardzo solidne oraz precyzyjne, nie pozostawiając praktycznie żadnego pola do popisu ciągle narzekającym osobnikom. Z iPhone-m 3G wcale sprawa nie ma się inaczej. Cały panel przedni  telefonu jest pokryty szybką krzemową teoretycznie niemożliwą do porysowania – przynajmniej bez wyraźnego postarania się. I muszę przyznać, po kilku miesiącach noszenia zabawki w kieszeni, szybka nie nosi na sobie ani jednego zadraśnięcia. Jedynym punktem gdzie szybka nie dociera, jest guzik (jeden z przodu!) w kształcie oczka na dole telefonu, zwany „Home”.
Tył aparatu pokrywa tafla odblaskowego plastiku. Plastik ten jest bardzo twardy, nie ugina się, nie skrzypi. Za to bardzo łatwo rysuje, i nawet pokrowiec nie jest w stanie go uchronić od uszkodzeń. Na tymże plastiku widnieje srebrny obrazek nagryzionego jabłuszka (również bardzo rysujący się), kilka napisów u dołu oraz malutkie oczko od aparatu. Brzegi telefonu (z przodu) pokrywa metalowa obwódka, nadająca telefonowi charakteru. Lewy bok to przełącznik wyciszający telefon oraz podwójny przycisk od głośności. Prawy bok jest gładki, górę zdobi włącznik oraz gniazdo 3.5mm Jack, dół natomiast gniazdo dokujące, głośniczek, mikrofonik oraz dwie śrubeczki. Wszystkie przyciski (prócz przedniego) zrobione są z połyskliwego metalu, jak obwódka. Całość wykonana jest z nadzwyczajną dbałością o szczegóły i prezentuje się po prostu pięknie. Jest to z całą pewnością jedno z najładniejszych i najbardziej eleganckich urządzeń przenośnych, jednak bardzo widać na nim wszelkie zabrudzenia. Kończąc z tym tematem wspomnę, iż iPhone nie daje się normalnie rozebrać na części, co za tym idzie choćby tak prosta operacja jak wymiany baterii, musi być przeprowadzana w serwisie by nie utracić gwarancji.

ip4

Co za bebechy? – Czyli technikalia:
Na samym początku warto zauważyć, iż pierwszy iPhone wyszedł w roku 2007 a edycja 3G jest jedynie odświeżeniem tamtego modelu. Co za tym idzie, posiada praktycznie te same wnętrzności, które na dzisiejsze standardy już nie szokują.
Sercem telefonu jest procesor ARM 1176 natywnie taktowany na 624MHz, jednak w iPhonie taktowanie jest z pewnych przyczyn obniżone do 412MHz. Procesor jest wsparty przez układ graficzny PowerVR MBX 3D oraz wykorzystać może do 128MB pamięci operacyjnej. Telefon posiada oczywiście wszystkie podzespoły związane z telefonią komórkową drugiej i trzeciej generacji, jak i również HSDPA 3,6MB/s (mimo, iż chip umieszczony w telefonie wspiera prędkości nawet do 7,2Mb/s). Do komunikacji bezprzewodowej posiada wbudowane Wi-Fi oraz Bluetooth, jednak nie ma możliwości synchronizacji z innymi urządzeniami przenośnymi. Wi-Fi służy do korzystania z hotspotów dla internetu, bluetooth jedynie do komunikacji ze słuchawkami.
Najważniejszym elementem telefonu jest z całą pewnością trzy i pół calowy ekranik – ten wykonany w technologii LCD wyświetla obraz o rozdzielczości 320×480 pix oraz z szesnasto milionową paletą barw. Jest to ekranik oczywiście dotykowy, aczkolwiek w przeciwieństwie do konkurencji, których „dotykowce” działają na zasadzie nacisku, wyświetlacz w iPhonie wykrywa kontakt poprzez ciepło. Co za tym idzie, jest znacznie bardziej czuły oraz mógł zostać skryty za szybką ochronną. Warto zauważyć, iż telefon obsługuje technologię Multi-Touch, jako jedyny od już prawie dwóch lat.
Oczywiście w telefonie nie mogło zabraknąć wielu innych gadżetów obowiązkowych w dzisiejszych słuchawkach, mamy więc nadajnik/odbiornik GPS, aparat fotograficzny (2Mpix, bez lampy błyskowej, stabilizacji obrazu ani regulacji ostrości), czujniki z przodu (oświetlenia, bliskości), akcelerometr, wbudowaną pamięć (8 lub 16 GB) oraz kilka jeszcze innych. Dziwi troszkę brak przedniej kamery do wideo rozmów. (w końcu to telefon trzeciej generacji)
Podsumowując, może i bebechy „przetwarzające” nie zachwycają w dzisiejszych czasach, jednak wiele aplikacji ukazuje, iż dziecko firmy z Cupertino posiada dosyć znaczną moc – zwłaszcza przy generowaniu grafiki trójwymiarowej. Dodatkowo bardzo solidny iPhoneOS śmiga na tej specyfikacji aż miło. Jeżeli chodzi o podzespoły, pod względem ‘telefonowatości’ to zabawka nie zawodzi, jej ekranik wyświetla jeden z najładniejszych przenośnych obrazów aktualnie, ogólne możliwości nastrajają pozytywnie i tylko brak synchronizacji przez BT czy Wi-Fi zakrawa o skandal.

Na czym to? – Czyli OS:
Firma Steve’a Jobsa oparła nową zabawkę o swego rodzaju pochodną MacOS-a, nazywając ją iPhoneOS (jak oryginalnie). System ten okazał się nadzwyczaj wygodny w użytkowaniu (skromnym zdaniem autora – najwygodniejszy w obsłudze smartfon), nadzwyczaj cukierkowy (wygląda ślicznie) ale i bardzo stabilny oraz szybki. Co prawda przeszedł już wiele aktualizacji by uzyskać obecny stan, co nie zmienia faktu, że obecnie jest naprawdę świetny. Niestety jednak, standardowo (z pudełka) nie posiada za wiele opcji. Jego menusy składają się z 18 aplikacji których graficzne przedstawienie widzicie poniżej…

ip1
Idąc po kolei (od lewej do prawej) z opisami, mamy tutaj aplikację do telefonanowania (z którą połączona jest książka z kontaktami, historia połączeń oraz klient poczty głosowej), SMSowania(bardzo uboga aplikacja bez wielu opcji jak raporty ale co najważniejsze bez poziomej klawiatury), mailowania (sympatyczny klient maila który mnie osobiście nigdy nie zawiódł), przeglądania internetu (wersja mobilna przeglądarki Safari, bardzo szybka, świetnie wyświetla pełne strony, ale nie supportuje flasha), zmieniania ustawień telefonu, oglądania zdjęć (przez iTunes można tworzyć galerie), robienia zdjęć (tutaj możemy tylko robić zdjęcia, nie ma zooma ani absolutnie żadnych ustawień, tylko przejście do galerii), oglądania filmików z YouTube (wygodny klient z wyszukiwaniem, ulubionymi, popularnymi ale bez możliwości zalogowania), przeglądania giełdy (szczerze nigdy nie użyłem), sprawdzania pogody (zacna i w sumie dokładna prognoza, choć nie znajduje mniejszych miejscowości), robienia notatek (proste i przyjemne notatki, jednak też bez klawiatury w trybie landscape), obliczania (znaczy kalkulator z dwoma trybami, poziomym zaawansowanym i pionowym prostym), przeglądania map (GoogleMaps w bardzo fajnym wykonaniu, dodatkowo współpracujące z wbudowanym GPSem). Jest oczywiście również kalendarz (przyjemny i intuicyjny), aplikacja zegarowa (czasy na świecie, budzik, stoper, minutnik), iTunes (ściąganie muzyki ze sklepu Apple) oraz dwie najważniejsze, znaczy iPod oraz App Store. Pierwsza to oczywiście (cytuję Steve’a Jobsa) „Najlepszy iPod jaki wykonało Apple”, czyli przenośny odtwarzacz multimediów w telefonie, druga to sklep (choć i wybierak, ponieważ spora część asortymentu jest darmowa) z aplikacjami poszerzającymi możliwości Ajfona o wiele ważnych rzeczy jak odczytywanie dokumentów tekstowych, dyktafon, radio internetowe, gry itd. Ogólnie rzecz biorąc, App Store oferuje już ponad trzydzieści tysięcy aplikacji.
Tutaj widzimy, iż pod wieloma względami oprogramowanie iPhone-a jednak zawodzi, prezentując bardzo mało opcji oraz sporo okrojonych aplikacji. Z drugiej strony wiele aplikacji dostępnych od początku jest wykonana wzorowo, a wiele zastępczych oraz rozbudowywujących możliwości możemy ściągnąć z internetowego sklepu Apple (czyli norma z smartfonami). Ale jednak pewien zawód na początku jest.

ip2

To wszystko? – Czyli Jailbreake:
Jest to dosyć prosta operacja łamania oprogramowania iPhone-a by ten pozwalał instalować na sobie oprogramowanie nieautoryzowane. Ogólnie wiąże się z utratą gwarancji. W praktyce udoskonala nasz telefon o szereg niezbędnych opcji za pomocą aplikacji, wtyczek czy hacków. Dzieki Jailbreakowi możemy przez Cydię (czy Installera) zainstalować aplikacje do kopiuj&wklej, wysyłania MMSów, kręcenia filmików wideo, używania map Google w trybie offline. Znajdziemy tutaj bardziej rozbudowane aplikacje do wysyłania SMSów(tryb landscape!), synchronizowania przez Bluetooth, zmieniania wyglądu telefonu etc.
Zabieg jailbreake-u zupełnie odmienia naszą zabawkę, dając jej praktycznie nieograniczone możliwości, i czyniąc z niej prawdziwego smartfona.

A co z nim? – Czyli dodatki:
Kupując iPhone-a nie otrzymujemy oczywiście jedynie gołego urządzenia. Całość zapakowana jest chyba w najfajniejszym pudełku jakie widziałem w życiu, co istotne jest bardzo kompaktowych rozmiarów oraz z ‘odzyskanych’ materiałów – trzeba być pro eko! W środku prócz zabawki znajdujemy również całkiem znośnie wykonany zestaw słuchawkowy (nawet dobrze gra, choć prawdziwi melomani raczej wyśmieją te pierdziawki), kabel USB służący zarazem jako kabel od ładowarki, no i dwuczęściową ładowarkę (zasilacz oraz dołączana końcówka ‘wtyczkowa’ do gniazdka). Prócz tego otrzymujemy również krótką niby instrukcję, kilka ulotek, ściereczkę oraz dwie naklejki jabłuszka. Nie powiem żeby było jakoś grubo, Apple widocznie postanowiło dostarczyć klientom jedynie całkowite podstawy. W końcu resztę możemy sobie dokupić, no nie? Zawodzi niezmiernie brak docka, który występował w zestawach pierwszej generacji telefonu z Cupertino…

Co będzie? – Czyli krótko o przyszłości:
Prawdopodobnie w wakacje zadebiutuje nowa wersja oprogramowania do iPhone – znaczy iPhoneOS 3.0. W tej wersji oprogramowania, Apple usuwa wiele niedoróbek swojej zabawki, dodaje możliwość wysyłania/odbierania MMSów, synchronizowania przez bluetooth, kopiowania oraz wklejania globalnie. Wprowadza również wszędzie poziomą klawiaturę, dyktafon, usługę push notice oraz wiele, wiele innych. Oprogramowanie to zwiastuje lepszą erę dla użytkowników zabawki jabłuszka, którzy nie zdecydowali się na zabieg Jailbreaku.

ip3

Więc co? – Czyli resumujemy:
Recenzja ta nie okazała się tym, czym być miała. Z planowanej, szerokiej rozprawki na temat dotykowca Apple wyszła ledwie szybka charakterystyka z kilkoma opiniami. Jednak myślę, iż wykonana jest dosyć sumiennie oraz przedstawia czym opisywany sprzęt jest. A czym jest? Bardzo fajnym oraz nadzwyczajnie wygodnym w użytkowaniu urządzeniem, wielofunkcyjnym, z solidnym oraz pięknym wykonaniem. Niestety brakuje mu wielu opcji, acz temu można zaradzić (Jailbreake), a wkrótce i producent podejmie próbę poprawienia sytuacji (iPhoneOS 3.0). iPhone bez wątpienia stał się jedną z najmodniejszych zabawek ostatnich lat. To jeden z najbardziej pożądanych telefonów ale zarazem jedno z najbardziej przehypeowanych urządzeń 21-go wieku. Co jednak nie zmienia faktu, iż to kapitalna zabawka, którą polecam każdemu, jeżeli go na nią stać.
Pozdrawiam!

Ocena to: Mocne 8+

Dodatkowe źródła informacji:

> My iPhone

> MyApple

> AppleBlog

Opublikowany w 4. Muzyka, 6. Media, 7. Różności | Otagowane: , , , , , , , , | Komentarzy: 2 »

Apple iPhone 3G / Recenzja, Opis – Wstęp

Opublikował/a Arhon w dniu kwiecień 25, 2009

Zacznijmy troszkę nietypowo. Ot wstęp do nowej serii wpisów o jednolitej tematyce zacznę od… wstępu. Ale nie byle jakiego wstępu do wstępu, co to, to nie! Będzie to wstęp całkiem niezwiązany z tematyką serii oraz wstępem widniejącym poniżej. Po cóż taka praktyka? Wyjaśnienie jest śmiesznie proste, chciałem w tym miejscu pożalić się nad zaniedbywaniem swojego bloga przez długi czas. Błagać o wybaczenie, za porzucenie jakiejkolwiek aktualizacji jego bazy tekstów jak i o nie wywiązanie się z postanowienia w wpisie poprzednim. Chciałem również pochwalić się nowym skinem bloga wraz z nowym rozkładem tzw. „widżetów” i innych bajerów. Ostatecznie chciałem również zapowiedzieć (jak zawsze) troszkę większą aktywność, a zwłaszcza po sezonie maturalnym. Ale szkoda mi było na taki ‘spamowy syf’ tworzyć cały nowy post. Tak więc skoro już wyjaśniłem po co ta praktyka, przejdźmy w końcu do niej… o, już nie trzeba. No to lećmy z właściwym materiałem.

Może najpierw malutkie wyznanie. Tak się składa iż zawsze (naprawdę zawsze!) lubiłem w artykułach wstępy, składające się choć w drobnym procencie z historii. Przecież nie można tylko nawijać o sprawach aktualnych, dzieje przeszłe mają równie duże znaczenie! I pewnie dlatego też, ten wstępik rozpocznę od kilku linijek rozpływania się nad dawnością…

apple
Hurra, krótka historyjka!
Za co znamy i kochamy amerykańskiego giganta z Cupertino (stan Kalifornia, gdyby ktoś nie wiedział), kryjącego się pod logiem nagryzionego jabłuszka? Tak, mowa oczywiście o założonej 1 kwietnia 1976 roku przez Steve’a Jobsa, Steve’a Wozniaka i Ronalda Wayne’a, korporacji Apple Inc. Cóż, odpowiedź jest prosta – za innowacje! W końcu to ludzie z jabłuszka odpowiadają za takie wynalazki jak choćby jeden z pierwszych komputerów osobistych (Apple I z 1976roku), jeden z pierwszych komputerów osobistych z Graficznym Interfejsem Użytkownika (i pierwszy używający myszki jako kontrolera kursora! – Lisa z 1983) oraz pierwszy masowo sprzedawany (i dostępny dla praktycznie każdego) komputer z interfejsem graficznym – czyli Macintosh z 1984 roku. Ale przecież na komputerach stacjonarnych Apple się nie kończy. Firma ta odpowiada również za bardzo dobre laptopy (Macbooki), oraz bardzo lubiany (zwłaszcza w sferach ‘artystycznych’) system MacOSX. A schodząc z tematyki komputerowej – Apple odpowiada również za najpopularniejszą na świecie serię przenośnych odtwarzaczy muzyki.
No właśnie, był to rok 2001 gdy jabłuszko zaprezentowało szerokiemu gronu zainteresowanych swoje nowe dziecko, tak zwanego iPod-a. Czym był? Ot prawdopodobnie najlepiej wykonanym oraz najwygodniejszym w użytkowaniu, przenośnym odtwarzaczem muzyki owego czasu. Dodatkowo ubranym w stylowe szaty oraz promowanym przez nikogo innego, a Steve’a Jobsa – jednego z najbardziej charyzmatycznych ludzi branży elektronicznej. Cóż, sukces był nieunikniony. Ale kto by się spodziewał, iż na przestrzeni kilku następnych lat, produkty Apple staną się jednymi z najmodniejszych oraz najbardziej pożądanych urządzeń świata? Chyba wszyscy uczestniczący w premierowym pokazie właśnie pierwszej generacji iPod-a…
Ale przecież na przenośnych odtwarzaczach, komputerach stacjonarnych, laptopach, nowych odsłonach swojego systemu operacyjnego oraz całej gamie akcesoriów Apple nie mogło poprzestać. Tak w roku 2007 wkroczyło do strefy GSM wypuszczając na rynek nie co innego, a iPhone-a!
Zapowiadane przez Steve’a jako najlepszy telefon w dziejach, najlepsze urządzenie sieciowe w dziejach oraz najlepszy iPod też w dziejach, nowe dziecko jabłuszka oczywiście okazało się hitem.
I nie przeszkodziła mu w tym chociażby absencja wielu podstawowych (esencjalnych wręcz od lat!) opcji w telefonie. Nie przeszkodziły wysoka cena, mała ilość państw w których był dostępny oraz ogólnie nietypowa konstrukcja. Nic nie mogło przeszkodzić.
Biorąc pod uwagę iż sukces rodzi kolejne nadzieje, (czy wręcz oczekiwania) niemal równy rok później na rynek trafia iPhone 3G – czyli poprawiona oraz wzbogacona o kilka ważnych aspektów odgrzewanka poprzedniego gadżetu. Czym owo cudo jest? Po co jest? Dlaczego jest? I co najważniejsze, z czym kuźwa to się je? O tym w dalszych częściach.

iphone-3g
Ale nie, to jeszcze nie koniec! Jeszcze kilka informacji.
Artykuł ten ma być czymś z pogranicza opisu a recenzji, co za tym idzie, będzie całkowicie subiektywny, oparty na moich własnych opiniach i ogólnie niepodważalny. (niepoważny?) :P
Składać się będzie z jeszcze trzech części:
- Pierwsza jaka się ukaże, traktować ma o sprawach sprzętowych. Omówię tam najpierw wykonanie zewnętrzne telefonu, jego wygląd oraz ergonomię, potem co siedzi wewnątrz, czyli bebechy zasilające tą zabawkę, no a na końcu wszystko co dostajemy z telefonem w zestawie.
- Druga część to wszystko o oprogramowaniu, najpierw od tej legalnej strony (czyli co zobaczymy w iPhoneOS), no a następnie z tej troszkę bardziej zbójeckiej (iPhoneOS po złamaniu – znaczy JailBreake-u).
- Trzecia część to ogólne rozważanie o przyszłości marki oraz podsumowanie.
I to by było chyba na tyle. Warto zauważyć iż nie jestem jakimś wybitnym specjalistą tak ze sfery telefonów komórkowych oraz smartfonów jak i marki Apple. Jak najbardziej nie jestem fachowcem od iPhone-a, a jedynie przeciętnym użytkownikiem. Co za tym idzie w tekście mogą wystąpić przypadkowo jakieś niezgodności, błędy czy niedomówienia (poprawiać mnie jak coś!), mogę też wiele rzeczy pominąć (zwracajcie uwagę…) czy opisywać pierdoły. Taki los. ;)
No dobrze, póki co zachęcam do odwiedzania bloga oraz oczekiwania na kolejne części wpisu (pierwsza powinna ukazać się w przyszłym tygodniu – ‘powinna’ a nie ‘ukaże’!), no i oczywiście pozdrowienia dla wszystkich czytających. Papatki!

— Kontynuacja wpisu —

Opublikowany w 4. Muzyka, 6. Media, 7. Różności | Otagowane: , , , , , , | Zostaw Komentarz »

Pociąg na Woodstock

Opublikował/a Arhon w dniu sierpień 22, 2008

Woodstock zaczyna się w pociągu” czy też „impreza/zabawa zaczyna się już w pociągu” – takie ot opinie krążą wkoło, wygłaszane przez osoby, co to Owsiakową imprezę odwiedziły, mają zamiar odwiedzić, bądź też tylko gdzieś zasłyszały. Osobiście muszę przyznać, iż w tym roku miałem niewątpliwą przyjemność wybrać się do Kostrzyna (tego nad Odrą, nie koło Poznania. ;) ) i na własne oczy zobaczyć tą jedną z największych imprez muzycznych w kraju. A że sakwa mało obfita, i na transporcie trzeba było oszczędzić (miałem w końcu 606km do przemierzenia!). Takim sposobem wylądowałem z biletem za 40zł (w obie strony) na woodstockowy pociąg. Co za tym idzie, przytrafiła mi się niespotykana okazja, by wymienione na początku opinie zmierzyć z własnymi doświadczeniami.

Hurra! – pomyślałem, i wraz z grupką znajomych zaopatrzyliśmy się w niezbędne napoje wyskokowe.
No i cóż dalej? Ot zawód za zawodem drogi czytelniku. Pierwszym zapewne, był brak jakichkolwiek informacji (na dworcu Centralnym w Wawie!) co do peronu, na którym ma się zjawić pociąg. Co zaowocowało masami specyficznie wyglądających ludzi, błąkającymi się w tę i na zad, dopytującymi nawzajem. Zresztą, kij z tym! Znacznie gorsze było spóźnienie, które najpierw miało wynieść piętnaście minut, potem pół godziny, następnie i pięćdziesiąt minut, no i tak dalej… Ale w końcu powóz dojechał! Czy może raczej “doczłapał się”, ledwo zipiąc pod ciężarem już załadowanego tłumu. A kolejnych „chętnych” na peronie wcale nie brakowało. Było ich wręcz nad obficie…
I tutaj rozpoczęły się prawdziwe schody, gdy dzielne tabuny woodstockowiczów z centralnego cisnęły do i tak już pełnych przedziałów (nie to, że miejsca siedzące były zajęte! Cała podłoga była zajęta!). Ale nikt się nie poddawał, nikt nie rezygnował. Kogoś popchnięto, kogoś zdeptano. Nie było wyboru – to ostatni w końcu!
No i tak to jest, nasz wspaniały przewoźnik krajowy nie zważając w żadnym razie na ilość miejsc, jakie może zaoferować ich pociąg, sprzedawał kolejne bileciki za śmieszne sumki. Ot by zarobić więcej na jeleniach, spodziewających się jakkolwiek ludzkich warunków. A gdzież tam! W żadnym razie. Nawet pomijając fakt braku miejsca (w niektórych wagonach nie było gdzie stanąć…) , iż nie było gdzie ulokować bagaż, czy jak przejść. Jeszcze gorsze były te nieczynne „wychodki”, w co poniektórych wagonach. Czego skutkiem były ciągłe przemarsze kolejnych „w potrzebie” po głowach tych siedzących na ziemi. Aż dziw, że jedna toaleta może wystarczyć dla kilkudziesięciu żłopiących piwo ludzi. Co sprytniejsi blokowali drzwi w wagonie, dając możliwość wyzbycia nadmiaru moczu (opcja raczej dla tej brzydszej płci), choć potem i z tym był problem.

Ej stary, ja już mam całe portki olane! Sorry ale nie…” – WTF?! I co tu powiedzieć takiemu człekowi, co to kilka ostatnich godzin poświęcał się blokując te przeklęte drzwi, a w zamian został jedynie olany (oczywiście niespecjalnie, ale zawsze) przez niezliczoną ilość osób?
No dobrze, na tym zakończę opis nieudolności organizacyjnej Polskich Kolei Państwowych. Podejrzewam, iż macie już pewne wyobrażenie tej niełatwej sytuacji pasażerów.
Aczkolwiek warto w tym momencie podkreślić, iż sam pomysł wprowadzenia specjalnego (taniego!) pociągu woodstockowego zasługuje na gromkie brawa. W końcu umożliwia on wielu ludziom dotarcie do Kostrzyna. Ludziom, których prawdopodobnie nie byłoby stać na jazdę autobusem czy normalnym pociągiem. I za to jestem wielkiemu PKP wdzięczny!
Tyle, że w przyszłości mogliby się choć troszkę bardziej postarać. Postarać o zapewnienie, co najmniej śladu godziwych warunków.
Ale nie jest zaraz tak, że pociąg na woodstock to całkowita porażka, i nieprzyjemna konieczność. Co to, to oczywiście nie!
Prawda jest taka, iż ową przejażdżkę wspominam bardzo ciepło, i uważam za jeden z najlepszych punktów całej wycieczki. A stoi za tym zwłaszcza atmosfera, panująca w wagonach. Bardzo przyjazna i przyjemna tworzona przez często specyficznych, ale jednak bardzo ciekawych, interesujących oraz miłych ludzi. Bo gdzie indziej zobaczysz dwa zwaśnione kluby sportowe, jednające się po bratersku? Gdzie każdy do kogo zagadasz, odpowie miłym tonem i nie spławi od konwersacji. Gdzie indziej w ciągu paru godzin poznasz kilkadziesiąt osób, z których to zapamiętasz może garstkę? No i na ostatek, gdzie indziej wypijesz kilka litrów piwa/wina/czystej a następnie na chwiejnych nogach zwrócisz to przez otwarte drzwi pędzącego pociągu mając zaraz za sobą kilkanaście ściśniętych osób?

Mniemam, iż nigdzie!

Opublikowany w 4. Muzyka, 7. Różności | Otagowane: , , , | 1 komentarz »

Hit lata/wakacji 07!

Opublikował/a Arhon w dniu wrzesień 2, 2007

W związku, iż dnia wczorajszego wakacje oficjalnie dobiegły końca, a wraz z końcem dnia dzisiejszego oficjalnie rozpocznie się rok szkolny (tak, ta niedziela to takie „ni wakacje ni rok szkolny”, to takie coś pomiędzy powiedzmy) w tejże chwili postanowiłem przedstawić gronu szerszemu, wytypowany w zacnym gronie hit lata/wakacji roku pańskiego dwa tysiące i siedem. Oto przed wami El Mundo i Chacarron!

Nie muszę chyba wyjaśniać czemuż ten genialny utwór zwyciężył? Wspomnę tylko, iż szanowne grono jury zostało urzeczone głębią jego tekstu oraz charyzmą wykonawcy.
Pozdrawiam

Opublikowany w 1. News, 4. Muzyka, 6. Media, 7. Różności, 8. Video | Komentarzy: 2 »

Uzupełnienie

Opublikował/a Arhon w dniu lipiec 17, 2007

By poprzedni artykuł można było uznać za pełny dodaję rodzimą wersję „Whiskey In the Jar” z całkowicie zmienionym tekstem acz tą samą melodią w wykonaniu Nieznanych Sprawców.
Enjoy!

Nieznani Sprawcy - Ułani

Opublikowany w 4. Muzyka, 7. Różności | Zostaw Komentarz »

Whiskey in the Jar – origin

Opublikował/a Arhon w dniu lipiec 12, 2007

„Whiskey in the Jar” – utwór obecnie znany szerszej publice głównie dzięki dosyć ciężko rockowemu wykonaniu zespołu Metallica. Co starsi czy bardziej zaparci wyjadacze orientują się również iż kawałek ten w zamierzchłych czasach (od 1973roku) grany był przez Irlandzką kapelę Thin Lizzy. Wielu z pośród tych „wyjadaczy” uznaje również tenże zespół za autorów owego kawałka. Ja, mówiąc szczerze jeszcze nie tak dawno temu (kilka miesięcy będzie) uważałem iż twórcami są ludzie wchodzący w skład wspomnianego na początku zespołu z Los Angeles.
Acz nadszedł czas poprawy (pokuta też była!), tak więc trochę poszperałem, sprawdziłem w paru miejscach i w sumie wcale się nie zdziwiłem. A to czego się dowiedziałem macie poniżej…
Otóż żaden ze wspomnianych wcześniej zespołów nie jest autorem tego kawałka. Tak naprawdę „Whiskey in the Jar” jest piosenka ludową (Irlandzką), której pochodzenie jest po prostu nieznane (jak to z ludowymi utworami niestety często bywa). Powstanie utworu datuje się na wieki siedemnasty-osiemnasty, a jedyną przesłanką świadczącą o słuszności tej daty jest występowanie słowa „rapier” w jednej ze zwrotek (co w sumie może być mylące ponieważ kawałek mógł przejść lekkie modyfikacje na przestrzeni wieków).
Co ciekawe krążą teorie iż WitJ zainspirowało również powstanie „John Gay’s The Beggar’s Opera” (Opera Żebracza) datowaną na 1728rok.
A wracając jeszcze na chwilę do Thin Lizzy – zespół ten odpowiedzialny jest za zinterpretowanie na brzmienia rockowe owego utworu – za co ja oraz miliony słuchających tego typu muzyki – jesteśmy im wdzięczni. ;)
Kończąc wspomnę jeszcze, iż tylko w czasach współczesnych WitJ doczekało się przeogromnej ilości różnorodnych wykonań, za które odpowiedzialni są m. in.

The Dubliners, The Pogues, Peter, Paul and Mary, The Highwaymen, The LeperKhanz, Roger Whittaker, The Clancy Brothers and Tommy Makem, The Poxy Boggards, The Limeliters, Thin Lizzy, U2, Pulp , Smokie, Metallica, Belle & Sebastian, Jerry Garcia of the Grateful Dead and David Grisman.

I to by było na tyle, poniżej prezentuję wybrane wersje opisywanego utworu, have fun!

Tekst utworu (jedna z trzech popularnych wersji):

As I was going over the Cork and Kerry mountains
I met with Captain Farrell and his money he was counting
I first produced my pistol, and then produced my rapier
I said stand over and deliver, or the Devil he may take ya

musha ring dumma do damma da
Whack for the daddy ‘ol
Whack for the daddy ‘ol
There’s whiskey in the jar

I took all his money, and it was a pretty penny
I took all his money, and I brought it home to Molly
She swore that she loved never would she leave me
But the devil take that woman, for you know she tricked me easy

Being drunk and weary I went to Molly’s chamber
Taked my Molly with me for I never knew the danger
But by the sixth or the seventh in walked Captain Farrell
I jumped up, fired both my pistols and shot him with both barrels

Now some men like a fishin and some men like a fowlin
Some like to hear, the cannonballs a roarin
But I like sleeping ’specially in my Molly’s chamber
But here I am in prison, here I am with a ball and chain

Opublikowany w 4. Muzyka, 7. Różności, 8. Video | 1 komentarz »

Polska młodzież i wybór ulubionego gatunku muzyki, część II i ostatnia.

Opublikował/a Arhon w dniu wrzesień 13, 2006

No dobrze czas nadszedł, by wrócić do mojego pierwszego wpisu na blogu – którego ciąg dalszy obiecałem… A więc w części pierwszej opisałem swoje odczucia, co do HH oraz Techniawek, ale nie wyjaśniłem, co mnie tak naprawdę w tym wkurza. Może i wspomniałem, iż w mych oczach to totalne bezguście oraz brak smaku i sam fakt, iż tak wiele ludzi tego słucha mnie strasznie denerwuje. Ale o gustach (czy bezguściu) się ponoć nie dyskutuje, więc wymienię kilka faktów z życia (nie koniecznie mojego ^^) zaczerpniętych, które potrafią doprowadzić do szewskiej pasji.
No to lećmy z tym…

1. Na pierwszy ogień niech pójdzie głupota oraz totalny brak słuchu (zapewne) większej części zagorzałych słuchaczy HH i tech. Otóż tacy ludzie przeważnie, gdy usłyszą jakąś inną muzykę(czy to będzie rock, hard rock, punk rock czy nawet jakaś delikatna ballada rockowa), która nie należy do tego ich panteoniku ulubionych, określą to mianem „metalu”. Sam z tym faktem spotkałem się wielokrotnie, niektórym nawet starałem się wytłumaczyć iż jednak jest różnica między tymi stylami (nawet jednej „znajomej” udało mi się wyjaśnić! :) . Niestety przeważnie dawało to skutki podobne do gadania z ścianą…
2. Kolejnym denerwującym faktem niech będzie zasłyszana historyjka, mówiąc dokładniej, mój cioteczny brat mi ją opowiedział. A dotyczyła kolesia z jego klasy, który słucha jedynie rocka i punka i za to nazywają go …„pedziem”. Hmm… żeby to jeszcze jakieś konkretne powody były, ale za rodzaj muzy i to za rock? No ludzie!
3. Teraz wspomnijmy pewien stereotyp. Ot ludzie nie obcujący z „Metalem” często uważają metalowców za brudasów, trepów, prymitywów i satanistów… Co oczywiście jest totalną bzdurą oraz wierutnym kłamstwem! No a skoro „HH`powcy” i „Techniacze” często klasyfikują rock jako metal, ten stereotyp dotyczy również mnie…
4. Te spojrzenia! Nigdy nie zapomnę jak na mnie kilka osób, krzywo popatrzyło w nowej klasie, jak dowiedzieli się iż słucham rocka… Na szczęście pewien czas minął, a z ludkami udało mi się dogadać, więc narzekać nie mam na co a i od pedziów mnie nie wyzywają. :D Gwoli wyjaśnienia są to słuchacze jedynie Techniawek…
5. Prymitywizm wykazywany przez wielu słuchaczy, np. mój sąsiad, totalny buc z wyglądu i debil z rozmowy (tzn. jak z nim pogadasz od razu wydaje ci się debilem i „gupkiem”), który ma ciekawy nawyk wystawiania swojego „sprzętu” (grat to, ale ma parę…) w oknie (2piętro!) i puszczania na cały regulator HH w czasie gdy robi coś z tyłu domu. I człowiek wychodzi sobie na zewnątrz, żeby coś poczytać, bądź po prostu się zrelaksować a tu idzie ten chłam, i lecą ciągłe „K***y, „J**y” i inne tzw. wulgaryzmy. No dobra sam je czasami stosuję, ale żeby zmuszać człowieka w chwili odprężenia na słuchanie tego? To powinno być karalne… A i marginesem wspomnę, iż w razie próby wyperswadowania takiemu żeby to wyłączył i takich akcji nie odwalał – jak do ściany…

W tym miejscu zakończę. Oczywiście takie przykłady mógłbym mnożyć jeszcze kupę czasu, ale czy jest sens? Na koniec rzeknę jedynie, iż ubolewam nad tymi zbłąkanymi duszyczkami bez krzty gustu czy smaku (hehe, dość często stosuję te określenia w dwóch tekstach) i wierzę, iż sytuacja kiedyś ulegnie zmianie. Oczywiście w tym tekście nie miałem zamiaru obrażać wszystkich słuchaczy techno i HH, (co podkreślałem pisząc np. „zapewne większej” a nie określając, iż „wszyscy”). Jestem świadom, że i wielu słuchaczy tej beznadziejnej w mym odczuciu muzyki trzyma poziom i bez mózgami nazwać ich nie wypada (a nawet nie należy!). I tym optymistycznym akcentem zakończę tenże tekst.

PS: Wiem, iż pisząc ten tekst sklasyfikowałem ludzi słuchających muzyki elektronicznej po prostu jako słuchaczy techniawek. Powodem tego jest fakt iż większość ludzi słuchających takiej muzyki samych określa ją jako „techn.” (przeważnie nie spotyka się innego nazewnictwa) oraz dlatego iż „umcyk-umcyk” to rzeczywiście techno jest. :D

Pozdrawiam.

Opublikowany w 4. Muzyka, 7. Różności | Komentarzy: 14 »

Polska młodzież i wybór ulubionego gatunku muzyki, część I.

Opublikował/a Arhon w dniu wrzesień 13, 2006

So you want to read what really grinds my gears yeah?
A więc lećmy z tym koksem.
Fakt, który od dłuższego czasu wpienia mnie niezmiernie, czasami doprowadzając do stopnia wrzenia jest bezguście oraz całkowity brak smaku Polskiej młodzieży. No może nie całej, ale na pewno znaczącej jej części. W czym te bezguście się objawia? Otóż w doborze tego ulubionego gatunku muzyki, którym w większości staje się mix Techno i Hip-Hop…
Dlaczego uważam to za bezguście? Już wyjaśniam, zaczynając od tychże „dzieł sztuki” popularnie zwanych „Techniawkami”. Co by nie mówić do tego rodzaju muzyki nic nie mam, ale (zawsze jest te „ale”) jeżeli jest puszczana na jakichś imprezach, w klubach i tym podobnych. Tam oczywiście jest potrzebny czysty i nie skomplikowany beat niesplamiony krztą głębi wyrażanej w genialnym tekście. No, ale powiedzcie, co w tym jest tak ciekawego żeby sobie puścić w momencie relaksu, odprężenia, np. w domowym zaciszu?
Czy odmóżdżające „umcyk-umcyk-tlalala-umcyk-umcyk-tadadam-umcyk…” ma w sobie coś potrafiącego przykuć? Ja po prostu nie widzę w tym niczego wartego wielokrotnego przesłuchania. Bo i jaki? Czy takie czyste „bity” dają człowiekowi jakiś powód do rozmyśleń? Refleksji? Wątpię.
Oczywiście tutaj można wspomnieć o przeróbkach na techniawki różnych „prawdziwych” utworów muzycznych. Niektóre są nawet i bardzo dobre. Ale to wcześniej dotyczy czystych techniawek.
Teraz przejdźmy do jakże popularnego w naszym pięknym kraju Hip-Hop`u oczywiście w własnym, (czyli Polskim) wykonaniu. No i pytanie; Co To Ku**a jest!? Gdzie tu jakiś objaw prawdziwej, dobrej muzyki? Ot przejrzyjmy składniki, z których składa się utworek.
Najpierw sfera czysto techniczna, a więc weźmy wokal oraz podkład. Większość Polskich HH`powców ma głos przeciętnego człeka z ulicy, po prostu brak tu jakiegokolwiek talentu, umiejętności, predyspozycji. To tylko wymawianie słów w miarę pod rytm podkładu. No a ten ostatni również do wybitnych nie należy niestety… Są to zazwyczaj proste a raczej prymitywne „melodyjki” złożone z kilku podstawowych dźwięków, bez żadnego „Powera”.
No dobra przejdźmy dalej, do tekstu. A więc tutaj mamy przeważnie to samo, czyli Bieda, Dzielnica, Squad i takie tam. Co ciekawe raper śpiewając o tejże „Biedzie” jeździ przy okazji sobie nową BMW w towarzystwie kilku ponętnych, skąpo ubranych pań. Hmm… nie ma to jak trafne podejście do tematu. O Klipach już mówić nie będę, ponieważ te również to praktycznie cały czas to samo. Oczywiście i w HH często śpiewają o czymś innym niż wyżej wymienione, ale te utworki są równe „klasą”, co reszta.
A więc w moim przekonaniu tenże Polski Hip-Hop to totalny crap, gniot, shit i ogólnie nic wartego uwagi, tyle. W tym momencie zakończę pierwszą część tej wypowiedzi (tak będzie jeszcze następna!).
A więc żegna się z wami Krasus „waleczny” w swym domku bezpieczny. :D

Opublikowany w 4. Muzyka, 7. Różności | Komentarzy: 3 »